Wsi spokojna, wsi wesoła – o powieści „Podkrzywdzie” Andrzeja Muszyńskiego

0
89

Z czym Wam się kojarzy życie na wsi? Nie każdy miał sposobność tego doświadczyć, nie każdy posiada takie wspomnienia. Gdy słyszę słowo „wieś”, automatycznie wyobrażam sobie leniwie płynący czas, złote łany zbóż i aromat wspaniałego jedzenia.

Dlaczego sięgnęłam po książkę Andrzeja Muszyńskiego „Podkrzywdzie”?

Lubię książki roztaczające wokół siebie nastrojową, sielską aurę nie pozbawioną szczypty tajemniczości. Z twórczością Andrzeja Muszyńskiego miałam już do czynienia na okoliczność zbioru zatytułowanego „Miedza” – „Podkrzywdzie” to poniekąd kontynuacja zawartych w nim opowiadań, ale już w zdecydowanie bardziej rozwiniętej i dojrzalszej formie zachwycającej poetyckim urokiem. Nie trzeba było wcale namawiać mnie do przeczytania tej książki, ale Was pragnę do tego gorąco zachęcić – jeśli nie znacie prozy Muszyńskiego, jak najszybciej to nadróbcie.

Kim jest autor książki Andrzej Muszyński?

Andrzej Muszyński to podróżnik i reportażysta, a także poeta i prozaik. Ukończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest laureatem wielu nagród i wyróżnień, m.in. Stypendium Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego w 2012 r. czy Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania we Wrocławiu w 2012 r. Za powieść „Podkrzywdzie” otrzymał w 2015 r. Paszport Polityki. Ma na swoim koncie wiele interesujących osiągnięć podróżniczych takich jak np. samotne pokonanie pustyni Atacama w Ameryce Południowej w 2008 r.

O fabule książki „Podkrzywdzie” słów kilka

W powieści „Podkrzywdzie” poznajemy nie istniejącą już wieś leżącą w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej nieopodal Pustyni Błędowskiej widzianą oczami chłopca, który dorastał w chacie swych dziadków. Najmniejszą przesadą nie będzie nazwanie dziadka chodzącym oryginałem wyróżniającym się na tle innych mieszkańców. Wnuk obserwuje jego niezwykłe rytuały i jest bardzo zainteresowany prowadzonym przezeń Diariuszem Dni Słonecznych. Strasznie chciałby poznać tajemnice, jakie w zanadrzu dzierży dziadek oraz odkryć, czym tak naprawdę jest jego wiedza i co rzeczywiście się za nią kryje. Dziadek miewa jednak i gorsze dni – a kiedy popada w marazm, ma w zwyczaju sięgać po butelkę z mocniejszym trunkiem.

Chłopiec poznaje mechanizmy rządzące otaczającym go światem oraz przygląda się naturze podporządkowanej poszczególnym porom roku i wiążącym się z tym zmianom. Pory roku w tytułowym Podkrzywdziu potrafią płatać rozmaite figle, przydając dramaturgii całej fabule. Cóż jeszcze mogę o niej napisać? „Podkrzywdzie” to jedna z tych książek, gdzie brak jest akcji toczącej się w zawrotnym tempie wokół jakiegoś konkretnego wydarzenia, niemniej jest napisana w taki sposób, że niełatwo się od niej oderwać.

Moja opinia na temat książki „Podkrzywdzie” Andrzeja Muszyńskiego

Andrzej Muszyński pisze pięknie o tzw. małej ojczyźnie. Powieść trudno jest zaklasyfikować do jednego, ściśle określonego gatunku – ociera się ona o magiczny realizm, którego charakterystyczną cechą jest poetyckość oraz o prozę chłopską, luźne skojarzenia z „Chłopami” Reymonta same nasuwały mi się do głowy. Przy tej sposobności nie mogłam się oprzeć przykremu wrażeniu, że taki świat, jaki został zaprezentowany w „Podkrzywdziu” powoli odchodzi z zapomnienie. Dawniej spędzałam wakacje u dziadków na wsi i muszę przyznać, że były to najwspanialsze chwile mojego dzieciństwa. Dziś moich dziadków już nie ma, a wieś, gdzie mieszkali, przybrała nowoczesne oblicze. Tym bardziej raduje mnie fakt, iż są książki, które niczym album fotograficzny zachowują te piękne obrazy.

Już od pierwszych stron powieści miałam świadomość istnienia jakiejś wielkiej tajemnicy, której być może nigdy nie będzie mi dane poznać. Z tego też względu książka przypominała mi niezwykłą wędrówkę pełną wzruszeń, emocji i magii – dawkowałam je sobie powoli, na raty, rozkładając w sumie niewielką gabarytowo lekturę na kilka wieczorów.

W narracji pełno jest nie tylko realistycznych elementów, ale również i tych mających czysto symboliczny wymiar. Chwilami granice pomiędzy nimi są bardzo płynne. Czuć też w słowach reportażowego ducha autora – przedstawiane przez niego obrazy odznaczają się tak dużą dozą plastyczności, że to naprawdę nie problem tak po prostu je sobie wyobrazić. Zaryzykuję nawet stwierdzeniem, że tej książki się nie czyta, ale się nią delektuje i odbiera wszystkimi zmysłami. Chętnie do niej wrócę za jakiś czas. Jestem przekonana, że znajdę w niej coś zupełnie innego – są powieści, które można nieustannie odkrywać wciąż na nowo, za każdym razem odczuwając wielki niedosyt. Jesteśmy zachęcani do głębszych refleksji i zastanowienia się nad tym czy odnaleźliśmy swoje miejsce w świecie.

Czy warto kupić książkę „Podkrzywdzie”?

Czy „Podkrzywdzie” do Was przemówi? Tego oczywiście nie wiem, ponieważ każdy ma indywidualne preferencje i oczekiwania względem prozy. Pomimo to uważam, że takie ksiązki trzeba czytać. Dlaczego? Albowiem przypominają one o tym, że można rozpatrywać świata jedynie poprzez materialną płaszczyznę. O duchowych aspektach zbyt często zapominamy na co dzień, pędząc przed siebie i zatracając się w pogoni za tym, co wydaje się nam niezbędne do życia. Zbyt rzadko zaglądamy w głąb siebie, co nas zubaża, a przecież sentymentalna wycieczka w przeszłość może się okazać źródłem wspaniałych inspiracji – uwaga, nie należy jej mylić z rozdrapywaniem dawnych ran, bo tego akurat nikomu nie polecam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here